Wywiadowca: Bartłomiej Trubaj

7 kwietnia 2017

Otrząsnąłeś się już po wszystkich pochwalnych słowach związanych z Twoim ostatnim występem przeciwko Panthers Wrocław?

W sumie przeszło mi już kilka godzin po meczu (śmiech), ale muszę przyznać, że to było chyba jedno z najlepszych moich spotkań w karierze. Szkoda tylko, że nie udało się wygrać, albo przynajmniej wyjść na moment na prowadzenie. Ale nasz czas jeszcze w tym sezonie nadejdzie.

fot. Marcin Fijałkowski, Interception

Dwa przyłożenia, sacki, udane podwyższenia - to nie zdarza się często.

Nie wiem czy kiedykolwiek się zdarzyło. Grałem w dwie strony i jeszcze udało mi się zaliczyć te podwyższenia w formacji specjalnej. Obciążenie, nie tylko fizyczne, było ogromne. Nogi bolały, ale wszystko wychodziło mi całkiem nieźle i sam się nakręcałem do dalszych wysiłków. I słusznie – dzisiaj nie ma śladu po bólu a jest co wspominać.

Karierę sportową zaczynałeś od piłki nożnej, występowałeś w GLKS Jabłoń i Victorii Parczew. Stąd też późniejsza pozycja kopacza?

To było tak dawno temu… Ale faktycznie, może te umiejętności teraz mi się przydają w futbolu amerykańskim. Już w Tytanach celowałem między słupy. Pamiętam, że kiedyś w PLFA II trafiłem nawet z ponad trzydziestu jardów. Poziom NFL mi nie grozi, ale jakoś sobie radzę. Na tyle sprawnie, że w tym sezonie też trochę pokopie. Choć punty i kickoffy zostawiam tym, którzy mają mocniejszą nogę jak chociażby Misza (Michał Maksimowicz – przyp. red ) czy Damian Wesołowski.

Podstawowe pozycje Bartłomieja Trubaja (190 cm, 110 kg, 27 lat) to tight end i kopacz. To drugi sezon zawodnika w Toplidze (i drugi w Lowlanders), w której wystąpił w dziewięciu spotkaniach i zdobył pięć przyłożeń. Wystąpił też w trzech meczach z orzełkiem na piersi (z Rosją, Czechami i Danią).
Karta informacyjna

Rozmawiamy od kilku minut i widzę u Ciebie większy entuzjazm niż przed rokiem. A przecież nie ma z Wami głównej gwiazdy - Jabariego Harrisa i jego Sancho Pansy - RJ Longa.

Paradoksalnie właśnie dlatego. Rok temu było trochę toksycznie. O ile Jabari to świetny zawodnik i szanuję jego umiejętności, to w pewnym okresie urósł tak bardzo, że nie słuchał nikogo. Rządził całą ofensywą. Nie tolerował opinii innych, nawet trenera. Miał „swojego” RJ Longa i często nic więcej się nie liczyło. Nigdy też nie przyznawał się do błędów. Ale taka sytuacja już się więcej nie powtórzy. Mamy szkoleniowca (Johna Harpera – przyp. red), z którym nie ma żadnej dyskusji. Jak mówi to wszyscy milkną.

Masz jeszcze kontakt z Jabarim? W końcu dobrze się znaliście i razem mieszkaliście.

Wszystko się urwało i w sumie nie wiem dlaczego. A przecież mało brakowało i gralibyśmy razem w Finlandii. Ostatecznie zdecydowałem się jednak zostać w Lublinie, żeby spokojnie wyleczyć do końca kontuzję.

Słyszałem nieoficjalnie, że Jabari sprawiał przed tym sezonem pewne problemy związane z importami.

Nie potwierdzę i nie zaprzeczę. Nie chcę się wypowiadać na ten temat. To już zamknięty rozdział.

W zeszłym sezonie przeżyłeś też najtrudniejszy moment w karierze?

Półfinał z Seahawks Gdynia wciąż mam w pamięci. Wszyscy w klubie czujemy się przez to jak wielcy przegrani. Jedynym plusem jest fakt, że odczuwamy to jako zespół. Nie zrzuciliśmy winy na kopacza, jak pewnie myśli większość fanów futbolu. Ofensywa też mogła zagrać lepiej. Kilka piłek było do złapania, a pod koniec źle rozegraliśmy sytuację z czasem przy naszym posiadaniu. Problemy miała też defensywa. Zablokowaliśmy się w ostatnich minutach i Seahawks błyskawicznie zdobywali teren. Byłem wtedy za linią boczną z powodu urazu. To były najgorsze chwile. Chciałem coś zrobić... Moment, w którym Seahawks zdobyli ostatnie punkty… to było coś niezwykłego. Wszyscy płakaliśmy. Bez wstydu, po męsku.

W niedzielę znów gracie z  Jastrzębiami. Będzie rewanż?

Musi być. Jesteśmy na to gotowi, choć to już nie będzie to samo. Coś się wtedy skończyło.

Marzenia?

Po prostu wtedy spokornieliśmy. Do tamtego spotkania skromność nie była naszą mocną stroną, a przynajmniej nie wszystkich. Teraz bez zbędnej buńczuczności będziemy ciężko pracować, żeby najpierw pokonać Seahawks, a potem powalczyć o SuperFinał.

 

Bartłomiej Trubaj prywatnie

Co wspominasz najmilej ze swojej kariery?

Ostatni pojedynek z Panthers. Nie był idealny, ale wiele się nauczyłem. Wyszły na jaw moje braki i niedociągnięcia, które muszę poprawić. Zapamiętałem też miły mecz z Warsaw Sharks w Białymstoku. Był piątek wieczór i pełne trybuny. Głośny doping, znajomi, a ja łapałem wszystko. Spisaliśmy się kapitalnie. Rozpracowaliśmy rywali dwoma-trzema zagrywkami. Na lepszą drużynę by to na pewno nie wystarczyło.

W tym sezonie mieszkasz dalej z Michaelem Kagafasem. Dołączył do Was jeszcze Aaron Knight i Twoja narzeczona. Dogadujecie się wszyscy?

Mieszka nam się bardzo dobrze, chyba lepiej niż przed rokiem. Czasami wpada też Eryk (Eryk Mąkowski – przyp. red.) na mecz w Fifę. Amerykanie jakoś nie lubią grać w piłkę nożną. W ubiegłym sezonie często byłem w rozjazdach. Wracałem do Lublina by spotkać się z narzeczoną a do tego studiowałem. Teraz mogę skupić się wreszcie tylko na futbolu. Co do naszego nowego rozgrywającego - to znakomity zawodnik. Jest z nami od niedawna, ale czuć, że ma wizję. Szybko uczy się schematów, bo wie, że na niego liczymy. Nie wiem jednak, skąd taki sceptycyzm środowiska, co do jego umiejętności. Nie zobaczyli go jeszcze na boisku, a już oceniali, że ściągamy słabego futbolistę. Czcze gadanie.

Zawodnicy Primacol Lowlanders Białystok (od lewej Bartłomiej Trubaj, Mike Kagafas i Eryk Mąkowski) wierzą, że obecny sezon będzie dla nich przełomowy. fot. Archiwum prywatne Bartłomieja Trubaja

Kim jest dla Ciebie Kagfas? Podobno ma na Ciebie taki wpływ, że bardzo się zmieniłeś i robisz wiele rzeczy „tak jak Mike”. Podobnie się ubierasz, masz porównywalne zachowania, sposób mówienia, śmiech. Nawet ksywki macie podobne, bo Ciebie nazywa się MC, a jego KG.

Ja tego nie zauważyłem. Chodź nie ukrywam, że bardzo się lubimy. To świetny gość. W pewnym sensie mój futbolowy mentor. Niesamowicie pcha nas do przodu w sportowym rozwoju i wiele tłumaczy. Na boisku często pomaga opanować emocje. Ma w sobie cechy lidera, ale nie jest dominatorem. Słucha i radzi. Wiem, że dzięki niemu jestem dużo lepszym zawodnikiem. Co do ksywki - w Białymstoku mówią na mnie Trubi. MC nazywano mnie w Lublinie, ponieważ kiedyś liczył się dla mnie tylko hip–hop. Teraz słucham wszystkiego co wpadnie w ucho. Przed meczem z Panthers na przykład muzyki filmowej z Batmana.

W Lublinie jeden z pierwszych treningów futbolu amerykańskiego zakończył się dla Ciebie spisaniem przez policję.

Pomylono mnie i znajomych chyba z jakimiś kibolami. Może myślano, że to jakaś ustawka. Pamiętam jak wszyscy pozostawialiśmy ciuchy na płocie, a potem graliśmy na boisku bez futbolowego sprzętu. Podjechała do nas policja. Funkcjonariusze spytali co robimy. Czy ktoś wtedy, dobrych kilka lat temu, w Lublinie, dałby wiarę w odpowiedź „gramy w futbol amerykański”? Chyba nawet nie wiedzieli co to jest. Dlatego dla pewności wszystkich nas spisali (śmiech).

Wieść gminna niesie, że jesteś strasznie chorowity. Przed sezonem byliście na obozie przygotowawczym. Wszyscy wrócili z niego przeziębieni, ale mimo to następnego dnia stawili się na treningu. Zabrakło tylko Ciebie.

To zwykłe pomówienia (śmiech). Była taka sytuacja, faktycznie. Ale czułem się wtedy naprawdę źle. I wiem, że nie było też kilku innych chłopaków.

Jak widzisz swoją dalszą przyszłość w futbolu?

Kilka następnych miesięcy będę grał w Lowlanders. Później biorę ślub i sam nie wiem jak to będzie. Na pewno sporo się w moim życiu zmieni. Muszę to wszystko przemyśleć. Czy dalej będę brnąć w futbol i iść na całość, czy jednak się jakoś ograniczyć, żeby pracować na rodzinę.

A może tak się asekurujesz, bo boisz się, że przyszła żona zabroni Ci trenować?

Nie, nie. To nie tak. (śmiech) Po prostu muszę być odpowiedzialny. Więc nie wiem czy pozostanę w Białymstoku czy wrócę do Lublina. Ale czas na takie rozmowy i decyzje jeszcze przyjdzie.

Pisałeś pracę magisterską z zakresu zarządzania logistycznego. Skąd takie zainteresowania?

To po prostu ciekawy kierunek. Chciałbym kiedyś znaleźć sobie w tej dziedzinie pracę. Ale na razie niczego nie mam jeszcze na oku. I nie chcę. Skupiam się tylko na futbolu. A w zasadzie to wyłącznie na Seahawks. Pragnienie rewanżu w niedzielę jest ogromne.

 Bartłomiej ze swoją narzeczoną Magdaleną fot. Archiwum prywatne Bartłomieja Trubaja

Z Bartłomiejem rozmawiał Karol Potaś.

 

Karol Potaś

Biuro Prasowe PLFA