PLFA J-11: Czas ostatnich rozstrzygnięć

27 października 2017

Na placu boju pozostały już tylko cztery drużyny. Kozły Poznań, Primacol Lowlanders Białystok, Panthers Wrocław oraz Mustangs Płock w najbliższy weekend będą walczyć o awans do wielkiego finału PLFA J-11.

 

Bratobójczy pojedynek

Panthers Wrocław vs. Mustangs Płock

 

Data i godzina: 28 października, godz. 13:00
Stadion: Stadion Olimpijski, al. I.J. Paderewskiego 35, Wrocław
Bilety: 10 zł

Czy ktoś jest w stanie zatrzymać Panthers Wrocław? To pytanie zdaje się zadawać sobie każdy kibic futbolu amerykańskiego. Pantery dominują na każdym szczeblu rozgrywkowym, a w juniorskich jedenastkach, w tegorocznej kampanii, nie stracili jeszcze żadnego punktu! Przez sezon regularny przemknęli jak burza nie dając najmniejszych szans swoim przeciwnikom. Choć wydawało się, że Kraków Kings są jedyną ekipą, która może urwać punkty wrocławskiej maszynie, to rzeczywistość brutalnie zweryfikowała ich plany. Obrońcy tytułu to aktualnie najlepszy zespół w lidze i ciężko nie stawiać ich w roli faworytów. To jedna z tych drużyn, która nie jest zależna od poszczególnych jednostek, gdyż swój sukces buduje w oparciu o kolektyw. Co więcej, w fazę pucharową wrocławianie wkraczają po najlepszym sezonie zasadniczym od czasów powstania PLFA J-11. W 2015 roku co prawda nie przegrali żadnego spotkania, ale już podczas inauguracji stracili siedem punktów na rzecz Stali Gorzów, a w finale czternaście przeciwko Seahorses Mazowsze. Rok później nie ustrzegli się porażki w starciu grupowym z Patriotami Poznań, co więcej, w dwóch meczach nie potrafili przekroczyć bariery 10 zdobytych punktów. W tym sezonie nie sposób znaleźć podobne mankamenty. Perfekcyjny bilans, rekord w ilości zdobytych punktów w jednym meczu (46) i bezbłędność w neutralizowaniu ataków rywala. Z jednej strony imponujący wyczyn, z drugiej może pojawić się obawa, że w końcu może nadejść „słaby dzień”.

- Nie mogę powiedzieć żebyśmy byli szczególnie szczęśliwi z faktu, że w półfinale przyszło nam mierzyć się z Mustangs. Płocczanie to dla nas zaprzyjaźniona drużyna i mieliśmy nadzieję, że spotkamy się dopiero w finale rozgrywek. Klub pod wodzą Pawła Kęsego ma naprawdę bardzo wielu utalentowanych i doświadczonych zawodników, myślę że możemy nawet pokusić się o stwierdzenie iż Płock młodzieżą stoi. Igor Gierski, Michał Bogdański, Czarek Tarkowski czy Przemysław Pawłowski to rewelacyjni zawodnicy, znani już w całym kraju. Tegoroczne rozgrywki pokazały, że jest to ekipa która z każdego spotkania wyciąga wnioski i z meczu na mecz gra coraz lepiej. Z naszej strony tradycyjnie można spodziewać się solidnego przygotowania, optymalizacji defensywy pod przeciwnika i zagrywek ofensywnych które dadzą nam upragnione zwycięstwo i awans do finału J-11. - zapewnia Karolina Janas, kierownik sekcji juniorskich Panthers Wrocław.

Ich najbliższy przeciwnik nie jest im obcy. Damian Kwiatkowski, rozgrywający Panthers Wrocław B oraz tegoroczny MVP finału PLFA II, to były zawodnik właśnie Mustangs Płock. Obie drużyny również byli sobie sparingpartnerami w sierpniu tego roku, kiedy przygotowywały się do startu w juniorskich jedenastkach. Co więcej, pomimo, że to dopiero pierwszy rok Mustangów w „jedenastkach”, to aktualni mistrzowie dobrze pamiętają starcia z płocczanami na tymże ligowym szczeblu. W 2015 oraz 2016 roku mierzyli się z kolektywem jakim byli Seahorses. Raz we wcześniej wspomnianym finale, a drugi - notabene - w półfinale. Oba pojedynki wygrali - 31:14 i 35:6. To już jednak historia i teraz przyjdzie im się zmierzyć z całkowicie inną drużyną. Paweł Kęsy dysponuje niezwykle utalentowanymi zawodnikami, którzy dokonali w fazie zasadniczej rzeczy niebywałej. Ograli najstarszą drużynę w Polsce, stracili zaledwie dziewięć punktów i z impetem wtargnęli do najlepszej czwórki sezonu. Tutaj również ciężko znaleźć słabe punkty, choć w porównaniu do przeciwnika, brakuje bardziej zbilansowanej gry ofensywnej i komfortu na ławce rezerwowych, która jak nigdy może mieć znaczenie we Wrocławiu. Zdecydowana większość przeprowadzanych ataków, to zagrywki biegowe z udziałem Cezarego Tarkowskiego, Przemysława Pawłowskiego, Mateusza Tobiesa czy Kacpra Bogdańskiego. Na stadionie Olimpijskim może zabraknąć aż dwóch z nich: Pawłowskiego oraz Tarkowskiego, którego kontuzja nadal jest monitorowana. Co więcej, Daniel Przyborowski, drugi najlepszy skrzydłowy zespołu, złamał kostkę i również zabraknie go na murawie. To znacznie zawęża możliwości ofensywne, lecz historia zna nie jedne przypadki, w których ciężar gry na swoje barki potrafili wziąć zawodnicy, dotychczas, niewidoczni. Szczególnie, przy tak dobrze dysponowanej linii ofensywnej, która robi wystarczająco dużo miejsca dla swoich biegaczy i bez wątpienia jest kluczowym elementem formacji. Powodem do zachwytów jest również defensywa, która nie ma sobie równych, a jedynym zagrożeniem są sami dla siebie. Fizyczność, determinacja i zawziętość, to najlepsze epitety określające płocczan.

- Szanse są zawsze, jednak w obecnej sytuacji kadrowej będzie bardzo ciężko. W tak wąskim składzie, w tym sezonie, jeszcze nie graliśmy. Brak skrzydłowego, Daniela Przyborowskiego, który złamał kostkę to tak naprawdę początek listy urazów jaka powstała po meczu z Eagles. Na ten moment pod znakiem zapytania stoi występ Tarkowskiego i Gierskiego, z których prawdopodobnie będziemy musieli zrezygnować, aby nie ryzykować pogłębienia kontuzji. Najbardziej jednak będzie brakowało Przemysława Pawłowskiego, który ze względu na przykrą sytuację rodzinną musi zostać w Płocku. Będziemy dublować pozycje i zrobimy wszystko, aby pokazać się jak najlepszej strony. - mówi Paweł Kęsy, trener Mustangs Płock.

 

Kolejna „misja niemożliwa” dla białostoczan?

Kozły Poznań vs. Primacol Lowlanders Białystok

 

Data i godzina: 29 października, godz. 13:00
Stadion: Stadion Golęcin, ul. Warmińska 1, Poznań
Bilety: 10 zł – normalny; 20 zł – rodzinny

W stolicy Wielkopolski dojdzie do starcia, które przed rozpoczęciem sezonu wydawało się mało realne. Kozłom Poznań przyszło znaleźć się w grupie z aktualnym wicemistrzem Polski oraz utalentowanymi Angels Toruń, podczas gdy białostoczanie, w najmniej doświadczonym i bogatym składzie musieli przeciwstawić się sile rażenia Warsaw Eagles czy Mustangs Płock. Z tego, wydawałoby się, trudnego zadania wywiązali się niemal perfekcyjnie.

Poznanianie swoje bogactwo talentu sekcji juniorskiej pokazali już w tegorocznej edycji PLFA J-8, gdzie zajęli czwarte miejsce. Potwierdzili je już w inaugurującym meczu z Angels Toruń, gdzie zagrali niemal perfekcyjnie w defensywie (tracąc tylko 2 punkty), lecz zmagając się z drobnymi problemami w ataku, gdzie brakowało zrozumienia i koncentracji. Mimo wszystko, do zwycięstwa wystarczyły dwie efektowne akcje, w których Gunther Krotsch pokazał, że ma predyspozycje do bycia jednym z lepszych rozgrywających w lidze. Dwa tygodnie później Damian Łuc wyciągnął wnioski i Kozły zdominowały Łuczników z Bydgoszczy. Znacznie poprawiła się gra ofensywna, która stała się bardziej efektywna i zbilansowana, a obrona jeszcze bardziej zacieśniła szyki obronne. Jedyne czego brakowało, to prawidłowej egzekucji podwyższeń ze strony formacji specjalnej. I w tym przypadku trener uspokajał, że nie jest to powód do większych zmartwień. Niestety, nie było już okazji, aby to udowodnić, a wszystko przez dwa walkowery ze strony Cougars Szczecin oraz Patriotów Poznań. Tym samym, zawodnicy Łuca są poza rytmem meczowym od ponad miesiąca, co teoretycznie może mieć znaczenie. Z drugiej strony, trener poznaniaków znany jest z żelaznej dyscypliny oraz lubi sięgać po nowe rozwiązania taktyczne. Ciężko nie stawiać gospodarzy w roli faworytów. Za ich powodzeniem powinno stać doświadczenie, duża jakość oraz dyscyplina taktyczna. Klub ze stolicy Wielkopolski dysponuje zawodnikami o niemałych umiejętnościach, którzy znają już smak fazy pucharowej i mają wszczepioną mentalność zwycięzców. Co więcej, trener ma ogromny komfort nie tylko na boisku, ale i ławce rezerwowych.

- Nie sądzę, aby brak rozgrywania meczów o stawkę miał przełożyć się na słabszą dyspozycję moich zawodników. Wierzę w swoją drużynę. Oczywiście rytm meczowy to ważna rzecz, nie będę temu zaprzeczał, ale nie oszczędzałem swoich chłopaków na treningach. Mogliśmy skupić się na poprawie gry w ofensywie i technice w obronie... Nasz przeciwnik mógł na bieżąco analizować swoje błędy, grając mecz po meczu, jednak jestem spokojny o mój zespół. Wykonaliśmy swoją pracę w tym czasie. - zapewnia Damian Łuc, trener poznańskich Kozłów.

Całkowicie inaczej układał się sezon Lowlanders, dla których to pierwsza edycja ich sekcji juniorskiej. Choć część zawodników miała już za sobą występy w barwach innych drużyn, to jednak dla większości był to absolutny debiut. Wydawało się, że inauguracja z Warsaw Eagles będzie słodko-gorzką pigułką, a okazała się nie lada sukcesem. Wygrana 20:8 z tak utytułowanym i doświadczonym przeciwnikiem zatrzęsła grupą wschodnią. Mimo to, do starcia z Mustangs Płock również nie podchodzili w roli faworyta, a przeciwnik był więcej niż pewny swojej wyższości. I tym razem rzeczywistość  okazała się nieprzewidywalna i po mocno defensywnym oraz fizycznym meczu, młodzi adepci futbolu z Białegostoku zanotowali kolejne zwycięstwo (8:6). Dalej na ich drodze stanęli akademicy z Olsztyna, ale nawet oni nie dysponowali dostateczną ilością argumentów i zostali odprawieni z kwitkiem po wyniku 33:0. W Warszawie Orły odebrały to, co im zabrano w pierwszej kolejce i zwyciężyły odrabiając straty. To miało prawo podłamać zawodników i trenerów, którzy stracili panowanie nad swoim losem i musieli czekać do ostatniej kolejki na ostateczne rozstrzygnięcie. Jednak, co się odwlecze, to nie uciecze. Awans zawdzięczają Mustangom, którzy pokonali Eagles i pozwolili pozostać im na najwyższym stopniu podium w grupie. Miejsce w najlepszej czwórce PLFA J-11, to już ogromny sukces, który jest idealną osłodą całego roku, w którym nie udało się zrealizować celów sekcji seniorskiej oraz po zmianach w strukturach organizacji. Choć sztab szkoleniowy wciąż przestrzega, że ich zawodnicy wymagają jeszcze wiele pracy, to jednak w zespole nie brakuje indywidualności, jak chociażby w postaci Noela Grafa, Tomasza Muśko czy Mateusza Sikorskiego. Juniorzy z województwa podlaskiego nie powiedzieli jeszcze ostatniego słowa.

- Bezsprzecznie nasi półfinałowi rywale przewyższają nas w każdym aspekcie, tj. doświadczenia, umiejętności i głębokości składu. Dodatkowo, nie wiadomo, czego się po nich spodziewać, ponieważ zagrali tylko dwa spotkania i dysponujemy materiałami tylko z tych dwóch meczów. Na pewno da się zauważyć, że ich największym atutem jest defensywa, która świetnie zatrzymuje akcje biegowe i jest też w miarę solidna przy wariantach podaniowych. Wprowadziliśmy kilka nowości w naszym systemie zagrywkowym, więc z pewnością będziemy chcieli ich zaskoczyć, podobnie jak oni nas. Do Poznania jedziemy w najsilniejszym składzie, choć zabraknie z nami Kacpra Kierusa. Nastroje w drużynie są bojowe, więc na pewno nie oddamy pola rywalowi. - zapowiada Tomasz Żukowski, trener główny Primacol Lowlanders Białystok.

Jakub Kaczmarek
kaczmarek.jak94@gmail.com
Biuro Prasowe PLFA